Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2010. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2010. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 lipca 2011

Saga Zmierzch: Zaćmienie (The Twilight Saga: Eclipse)

Premiera: 24 czerwca 2010 (Świat), 30 czerwca 2010 (Polska)
Produkcja: USA
Gatunek: horror, romans

Opis filmu:
Nieziemsko przystojny wampir – Edward (Robert Pattinson) zgadza się zamienić swoją ukochaną Bellę (Kristen Stewart) w wampira – pod warunkiem jednak, że wezmą ślub. Ten pomysł nie podoba się zazdrosnemu o dziewczynę Jacobowi (Taylor Lautner). Zgodnie z zasadami swojego plemienia, młody wilkołak wraz ze swoimi towarzyszami ma za zadanie bronić okolic Forks przed wampirami. Jacob oferuje Belli coś, czego Edward nigdy nie będzie w stanie jej zapewnić – normalne życie bez konieczności picia krwi i ukrywania swojej tożsamości przed światem.
Tymczasem do mieszkańców miasteczka dochodzą niepokojące wieści o zniknięciach kolejnych osób. Rodzina Cullenów wkrótce odkrywa, że nie są jedynymi wampirami zamieszkującymi okolice stanu Waszyngton. Na domiar złego w lasach ukrywa się czyhająca na życie Belli Victoria (Bryce Dallas Howard), która chce pomścić śmierć swojego przyjaciela – Jamesa. Rodzina wampirów i plemię wilkołaków będzie musiało załagodzić spór i nauczyć się współpracować, aby oddalić zbliżające się niebezpieczeństwo.
 

Moja opinia:
Na trzecią część zmierzchowej sagi nie musieliśmy długo czekać. Po ponad półrocznej przerwie otrzymaliśmy kolejną dawkę wampirów, wilkołaków i zakazanej miłości. Twórcy bezsprzecznie odnieśli sukces - świadczy o tym ogromna popularność filmu i frekwencja w kinach. Ale jak film ma się do bestselerowej powieści?

Cullenowie wrócili do miasta, więc Bella może być szczęśliwa z Edwardem. Nie zapomniała jednak, że do pełni szczęścia potrzebuje nieśmiertelności i chce, aby to jej ukochany ją przemienił. Wampir się zgadza pod jednym warunkiem - przed przemianą muszą wziąć ślub. Bella początkowo nie chce się zgodzić, ale wreszcie ulega. Tymczasem w pobliskim mieście dochodzi do niewyjaśnionych zaginięć, o które Cullenowie podejrzewają inne wampiry. Po pewnym czasie orientują się, że za wszystkim może stać Victoria, która pragnie zemsty. Nie znają jednak jej planów, wiedzą tylko, że tworzy armię niebezpiecznych nowo narodzonych. Aby ją pokonać, wampiry muszą połączyć siły z wilkołakami, których jest coraz więcej na terenie Forks.

Trzecia część historii miłości wampira i zwykłej dziewczyny różni się odrobinę od poprzednich. W 'Zaćmieniu' jest zdecydowanie więcej walk, bitew i starć, co z pewnością nadaje dynamiki obrazowi. Trzecia odsłona jest jakby kwintesencją części wcześniejszych, mianowicie łączy wszystkie motywy i postacie w całość. O ile w pierwszym filmie główną rolę grał Edward, a w drugiej wilkołak Jacob, tak w tej mamy połączenie obu postaci odgrywających ważną rolę w życiu Belli. Nie ustaje tu również konflikt między zakochanymi w dziewczynie chłopakami. Obaj obiecują, że nigdy jej nie opuszczą, ale każdy z nich się boi, że może być 'tym drugim'.

Filmowe 'Zaćmienie' daje nam więcej możliwości obserwacji niż wersja książkowa. Autorzy filmu postanowili już na początku pokazać widzom, kto stoi za wszystkimi porwaniami i zaginięciami oraz co planują nowo narodzeni. W powieści, której narratorem była Bella, wiedzieliśmy tyle, co ona. Tym razem nasza wiedza jest większa. 

Przyznam, że właśnie ta część jest moją ulubioną, choć nie do końca potrafię wyjaśnić, dlaczego. Dynamiczne sceny walk i wątek romantyczny z pewnością robią swoje, a czas spędzony z filmem nie jest czasem straconym. Nie mogę się również doczekać części kolejnej, głównie z ciekawości, jak twórcy poradzili sobie z ostatnim tomem sagi, 'Przed świtem'.

piątek, 24 czerwca 2011

Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy: Złodziej Pioruna (Percy Jackson & the Olympians: The Lightning Thief)


Premiera: 2 lutego 2010 (Świat), 19 lutego 2010 (Polska)
Produkcja: Kanada, USA
Gatunek: fantasy, komedia, przygodowy


Opis filmu:
Film fantastyczno-przygodowy w reżyserii Chrisa Columbusa, twórcy "Kevina - samego w domu", "Pani Doubtfire" oraz "Harry'ego Pottera i kamienia filozoficznego". Młody chłopak odkrywa, że jest potomkiem greckiego boga i wyrusza w niezwykłą podróż, by zapobiec wojnie między potężnymi bogami, która może zagrozić przyszłości świata.

Moja opinia:
Filmy przygodowe są połączeniem tego, co najbardziej lubię: przygody, elementów fantastyki, dynamicznej akcji i romansu. Wszystkie te cechy możemy znaleźć w filmie o Percym Jacksonie, który powstał na podstawie książki Ricka Riordana o tym samym tytule.

Percy Jackson jest synem greckiego boga mórz i oceanów - Posejdona. Oznacza to, że jest półbogiem, ale niestety o tym nie wie. Jego matka ukrywa przed nim jego tożsamość, ponieważ jako syn boga z Wielkiej Trójki nie jest do końca bezpieczny. Przez kilkanaście lat żył w nieświadomości, a wszystkie niecodzienne problemy tłumaczył sobie chorobami. Jednak gdy Zeusowi zostaje skradziony Piorun Piorunów, wszystkie podejrzenia padają właśnie na Percy'ego, więc chłopak, chcąc, nie chcąc, dowiaduje się prawdy o sobie. Początkowo nie przyjmuje tego do wiadomości, ale gdy Hades porywa jego matkę, nie ma wyboru i musi uwierzyć w swoje zdolności i uratować dwa światy przed zbliżającą się wojną.

Autorzy książek fantasy co rusz zaskakują nas nowymi pomysłami. Tym razem do powstania książki, a tym samym i filmu, przyczyniła się mitologia grecka. Choć nie jestem fanką historii, to mity od razu mnie zaciekawiły, głównie swoją niecodziennością i wyjątkowością. Poznajemy w nich postacie o nadprzyrodzonych zdolnościach, które miały swój udział w tworzeniu świata. W filmie dowiadujemy się również innych, nietypowych rzeczy. Wiemy, że bogowie są nieśmiertelni, ale mogą mieć dzieci ze zwykłymi ludźmi. Nie mogli jednak się z nimi widywać, bo przez to zatracali swoją boskość i stawali się zwykłymi ludźmi. Oprócz bogów pojawiają się też centaury, Minotaur, meduza i wiele innych.

W filmie główne role grają młodzi aktorzy, dotąd nieznani. Jednak nie wszyscy tu debiutują, bo wielu z nich swoje pierwsze role grało w wielu innych filmach, choć nie były to role znaczące. W postać Percy'ego Jacksona wcielił się 19-letni dziś Logan Lerman, który już na początku filmu zdobył moją sympatię. I choć nie czytałam książki (jeszcze!), to wiem, że Percy był młodszy, więc nie mam pojęcia, jak za parę lat, kiedy będą kręcone kolejne części, zmienią go w nastolatka, bo nie wyobrażam sobie nikogo innego w tej roli. Obok aktorów młodego pokolenia możemy zobaczyć również znane osoby wcielające się w bohaterów, takich jak Pierce Brosnan, Sean Bean czy Uma Thurman.

Jeśli chodzi o akcję, to jest ona bardzo zróżnicowana. Co chwilę zwalnia, aby ponownie przyspieszyć i tak przez cały film. Jednak nie jest to wada produkcji, wręcz przeciwnie - taki zabieg jest pewnego rodzaju urozmaiceniem i nie pozwala się nudzić. Sceny walki przeplatają się ze scenami podróży czy rozmów, dlatego akcja jest tak dynamiczna.

Film zachęcił mnie do przeczytania książki, więc polecam go tym, którzy mają ją już za sobą. Jestem pewna, że niektóre sceny mogą mijać się z treścią książki, ale liczę na to, że scenarzyści za bardzo nie odbiegli od pierwotnej wersji. Dobrą rekomendacją może być również to, że nie mogę się doczekać kolejnej części, której premiera jest zaplanowana na rok 2012.

wtorek, 24 maja 2011

Charlie St. Cloud

Premiera: 30 lipca 2010 (Świat), 29 października 2010 (Polska)
Produkcja: Kanada, USA
Gatunek: fantasy, melodramat


Opis filmu:
Charlie St. Cloud (Zac Efron) to młody człowiek zagubiony w melancholijnym świecie wspomnień. Prześladowany przez widmo rodzinnej tragedii, wypadku w którym zginął jego młodszy brat, zostaje zmuszony do porzucenia swych marzeń i planów. Jednak kiedy do miasta powraca jego dawna szkolna koleżanka Tess (Amanda Crew), w Charliem budzi się uczucie, którego za wszelką cenę starał się do siebie nie dopuszczać. Czy rozdarty między obietnicą złożoną swemu bratu, a miłością do Tess będzie on zdolny do wyrwania się z pułapki własnych emocji?
Oparta na światowym bestsellerze głęboka opowieść o miłości i nadziei, uświetniona występem laureatki Nagrody Akademii – Kim Basinger.


Moja opinia: 
Każdy z nas ma świadomość, że kiedyś nadejdzie czas, aby odejść z tego świata. Śmierć jest bowiem czymś nieuchronnym i pewnym w życiu każdego człowieka. Nikt jednak nie wie, kiedy jego czas nadejdzie, a wiele z przypadków śmierci jest dużym zaskoczeniem. Czasem bywa również tak, że odchodzą ludzie, którzy nie powinni, ludzie, którzy mają przed sobą całe życie. A wtedy rodzina przeżywa podwójną tragedię.

Bohaterem filmu 'Charlie St. Cloud' jest nastoletni Charlie. Właśnie kończy liceum, otrzymał nawet stypendium sportowe ze względu na sukcesy w regatach i ma szanse studiować na dobrej uczelni. Ma młodszego, 11-letniego brata Sama, który go podziwia i w przyszłości chce być taki, jak on. Sam jest również fanem baseballu, więc Charlie zawiera z nim umowę, że każdego dnia o zachodzie słońca będą trenować. Niestety, gdy bracia jadą samochodem, uderza w nich pijany kierowca i obaj umierają, jednak cudem podczas reanimacji starszy z nich powraca do życia. W dniu pogrzebu Sama Charlie odkrywa, że wciąż może się widywać z bratem, więc rzuca studia, zamieszkuje przy cmentarzu i podejmuje tam pracę. Codziennie o zachodzie słońca spotyka się z Samem i tak jego życie wygląda przez pięć lat. Pewnego dnia do miasta wraca dawna koleżanka z liceum, która ma zamiar wyruszyć w samotny rejs dookoła świata i wtedy Charlie odkrywa, że nie został przywrócony do życia bez powodu...

Film 'Charlie St. Cloud' powstał na podstawie książki Bena Sherwooda o tym samym tytule. I choć wydaje się, że jest on głównie o miłości, to jest to wielki błąd. Film pokazuje nam, jak wielka może być zażyłość między braćmi. Główny bohater, pogrążony w żalu, potrafił rzucić wszystko, co dawało mu szansę na lepszą przyszłość, aby choć kilka godzin spędzić z bratem, którego los zabrał przedwcześnie.

Do filmu może zarówno przyciągać jak i zniechęcać odtwórca głównej roli - Zac Efron. Jeszcze niedawno był on gwiazdą disneyowskiej serii High School Musical i to dzięki niej aktor zyskał popularność. Jak wspomniałam, fakt ten może odrzucać potencjalnych widzów, którzy nie są przyjaźnie nastawieni do gwiazd Disneya. Mogę zapewnić, że nie ma się o co martwić, gdyż aktor zdecydowanie dorósł, a w rolę dramatyczną wcielił się znakomicie. Na pochwałę zasługuje również odtwórca roli Sama, Charlie Tahan, którego mieliśmy okazję oglądać w innych świetnych produkcjach, jak 'Jestem legendą'.

Podsumowując, film zasługuje na uwagę ze względu na temat, jaki porusza. Występują w nim sceny, w których akcja przyspiesza i razem z bohaterami przeżywamy emocjonujące chwile. Zachęcam do obejrzenia, a jeśli ktoś nie czytał książki, to film skutecznie go zachęci - tak, jak mnie.

środa, 27 kwietnia 2011

Ostatnia piosenka (The Last Song)

Premiera: 31 marca 2010 (Świat)
Produkcja: USA
Gatunek: melodramat


Opis filmu:
"Ostatnia piosenka" to wzruszający i podnoszący na duchu dramat o więzach rodzinnych, pierwszych miłościach i drugich szansach, który na długo pozostanie w pamięci widzów. Główna bohaterka, Ronnie (Miley Cyrus), nie potrafi pogodzić się z rozwodem rodziców. Jej ojciec, Steve (Greg Kinnear), stara się odbudować pełną miłości relację, jaka niegdyś istniała między nim a córką, ale ponowne nawiązanie kontaktu ze zbuntowaną dziewczyną nie jest łatwe. Postanawia w tym celu wykorzystać jedyną rzecz, która nadal ich łączy – muzykę. W międzyczasie Ronnie poznaje przystojnego siatkarza plażowego, Willa (Liam Hemsworth), z którym przeżywa pierwszą miłość.


Moja opinia:
'Ostatnia piosenka' to film nakręcony na podstawie powieści Nicholasa Sparksa o tym samym tytule. W Polsce nie trafił na ekrany kin, ale można było go dostać na dvd i tak właśnie uczyniłam. Czy było warto?

Film opowiada o nastoletniej Ronnie, która po rozwodzie rodziców zamknęła się w sobie, a kiedy jej ojciec się wyprowadził, przestała grać na fortepianie, co było jej największą miłością. Znienawidziła ojca za to, że ich zostawił, więc gdy dowiedziała się, że całe wakacje ma spędzić w jego nowym domu, nie ucieszyła się. Jednak kiedy dowiaduje się, dlaczego ojciec tak bardzo chciał spędzić czas z Ronnie i jej bratem, uświadamia sobie, że niepotrzebnie była na niego zła i pragnie zostać z nim jak najdłużej...

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to film głównie o miłości, ale najważniejszym wątkiem są relacje ojca z córką. Pod wielkim gniewem Ronnie ukrywała się wielka miłość do ojca, który po wielu latach zostawił ją, jej matkę i brata. Poprzez złość i zamknięcie się w sobie chciała zwrócić na siebie uwagę, co często robią dzieci, których rodzice się rozwodzą. Ronnie w akcie buntu wpadła w złe towarzystwo, przestała się uczyć oraz grać na fortepianie, co było niekorzystne zarówno dla rodziców dziewczyny jak i dla niej samej. Mianowicie Ronnie miała szansę dostać się do prestiżowej szkoły muzycznej, co nie jest możliwe bez... po prostu grania.

Wątek miłosny może i nie jest na pierwszym planie, ale odgrywa ogromną rolę w całym filmie. To właśnie dzięki miłości Ronnie ponownie zaczyna grać, na nowo uczy się ufać ludziom i otwiera się na miłość ojca. Początkowo Will, chłopak, którego dziewczyna spotkała pierwszego dnia na plaży, nie wydaje się odpowiedni na chłopaka, głównie dlatego, że jest przystojny i wysportowany, a co za tym idzie, całe tłumy dziewczyn wzdychają do niego na każdym kroku. Aby przekonać do siebie Ronnie, Will wprowadza ją do swojego osobistego świata i otwiera się przed nią, co doprowadza do takiej samej reakcji ze strony dziewczyny.

Główną rolę w filmie gra Miley Cyrus, co początkowo może zniechęcić niektórych widzów, ale zapewniam, że nie było wielu powodów do narzekań. Znana głównie z ról komediowych nastolatka dała sobie radę z rolą dramatyczną, choć nie była idealna. W niektórych scenach widać, że nie mogła powstrzymać choćby najmniejszego uśmiechu, który do tej pory często jej towarzyszył. Za to na wielką pochwałę zasługuje Bobby Coleman, który grał brata Ronnie, Jonah. Chłopiec świetnie potrafił zagrać uczucia, które w pewnym momencie targały jego postacią. A warto podkreślić, że to nie pierwsza jego rola, więc ma szanse na ogromną karierę.

Na koniec mój ulubiony element recenzji filmowych - muzyka. Choć w tytule jest słowo 'piosenka' to nie pojawia się ich wiele, głównie są to kompozycje fortepianowe, a i te nie pojawiają się zbyt często. Moją uwagę przykuła piosenka w wykonaniu Miley Cyrus, którą możemy usłyszeć na zakończenie filmu. Nie bardzo wiem, co mogę o niej powiedzieć, zdradzę jedynie, że bardzo przypadła mi do gustu, więc zachęcam do odsłuchania jej.

Na zakończenie powiem, że film zachęcił mnie do przeczytania książki, co jest zdecydowanie jego pozytywną cechą. Produkcja jest miła w odbiorze, przyjemnie się ją ogląda, więc gorąco do tego zachęcam.


środa, 13 kwietnia 2011

Ramona i Beezus (Ramona and Beezus)

Premiera: 23 lipca 2010 (Świat), 17 grudnia 2010 (Polska)
Produkcja: USA
Gatunek: familijny, komedia


Opis filmu:
Ekranizacja cyklu bestsellerowych książek dziecięcych Beverly Cleary o przygodach niezwykle pomysłowej uczennicy szkoły podstawowej.
Ramona, 9-letnia dziewczynka o bardzo wybujałej wyobraźni sprawia niemałe kłopoty rodzicom, ale zawsze potrafi znaleźć wyjście z sytuacji. Kiedy dowiaduje się, że jej tata stracił pracę i rodzina musi sprzedać dom, postanawia zebrać pieniądze, aby nie stracić dachu nad głową. Niestety, nie wszystko idzie po jej myśli...
Moja opinia:
Po filmy familijne sięgam dość często, głównie ze względu na moje kilkuletnie kuzynki. W tym wypadku obejrzenie tego filmu było moim pomysłem, ponieważ, jak już pewnie wiecie, jestem fanką Seleny Gomez. Mimo, że to nie ona była główną bohaterką, nie żałowałam swojej decyzji.
Bohaterką filmu jest 9-letnia Ramona Quimby, która może się pochwalić niesamowicie bujną wyobraźnią oraz setkami pomysłów na minutę. Ma dwie siostry: starszą, nastoletnią Beatrice, którą rodzina nazywa 'Beezus' oraz młodszą, kilkumiesięczną Robertę. Cała rodzina bardzo kocha Ramonę, ale faktem jest, że dziewczynka często wpada w kłopoty. Kiedy jej tata traci pracę, cała rodzina musi się przeprowadzić do nowego miejsca, co nie podoba się Ramonie, która postanawia zarobić na spłatę domu. Jednak nie jest to takie proste, jak się mogło wydawać i dziewięciolatka wpada w kolejne kłopoty.

'Ramona i Beezus' to przede wszystkim niemal dwie godziny śmiechu, zabawy, ale i wzruszeń. Film obfituje w zabawne sceny, między innymi schowanie świadectwa Ramony do zamrażarki, udział w castingu do reklamy masła orzechowego i bitwa wodna. W filmie występują również niewielkie efekty specjalne, które obrazują wyobraźnię dziewczynki, jak na przykład przeprawa przez kanion oraz skoki przez niedużą dziurę przy domu Ramony.

W rolę Ramony Quimby wciela się prawie 12-letnia dziś Joey King, która jest po prostu niesamowita. Nie mogę się nadziwić, jak taka dziewczynka może mieć tak ogromny talent. Oglądanie jej w roli głównej było dla mnie wielką przyjemnością, a swoją grą przyćmiła nawet Selenę Gomez, która grała starszą siostrę Ramony.

Film 'Ramona i Beezus' bardzo gorąco polecam każdemu, bo można się przy nim świetnie bawić. Osobiście zapewniam, że wrócę do niego jeszcze nie raz, bo uwielbiam takie produkcje.

niedziela, 20 marca 2011

Karate Kid (The Karate Kid)

Premiera: 10 czerwca 2010 (Świat), 24 września 2010 (Polska)
Produkcja: Chiny, USA
Gatunek: dramat, familijny, akcja, karate, sportowy


Opis filmu:
Gdy Dre Parker (Jaden Smith) i jego matka (Taraji P. Henson) przeprowadzają się z Detroit do Chin, Dre czuje się zagubiony w nowej rzeczywistości, tak odmiennej od znanego mu świata. Napastowanemu i bitemu przez uczniów z jego szkoły Dre, z pomocą przychodzi pan Han (Jackie Chan) - dozorca z budynku, który opłakuje wielką życiową stratę. Han lituje się nad Dre i zgadza się nauczyć go kung fu, by chłopiec mógł się bronić. Podczas wspólnych treningów, między uczniem i nauczycielem buduje się zaufanie, które przeradza się w uzdrawiającą ich obu przyjaźń.

Moja opinia:
Do filmów familijnych podchodzę zazwyczaj z rezerwą, oglądam je głównie dla rozrywki czy zabicia czasu. Na film 'Karate Kid' zdecydowałam się dlatego, że już dawno nie oglądałam nic w tym stylu.

Bohaterem filmu jest 12-letni Dre Parker, który przeprowadza się z mamą do Chin. Chłopiec na początku czuje się zagubiony, nie może się dopasować do reszty. Od razu podpada kolegom ze szkoły, którzy, jak się później okazuje, są uczniami szkoły karate i wykorzystują swoje umiejętności znęcając się nad Dre. Świadkiem jednej bójki jest dozorca z budynku, w którym mieszka chłopiec z matką. Mężczyzna przychodzi mu z pomocą, a Dre, zafascynowany jego umiejętnościami, prosi, by nauczył go walczyć. Aby zrewanżować się na rówieśnikach, Dre musi wziąć udział w turnieju karate, który wcale nie tak łatwo przetrwać.

Film 'Karate Kid' nie jest pospolitą produkcją, którą może się na pozór wydawać. Jest to film przeznaczony dla każdego, ale ma bardzo głęboki przekaz. W filmie jest wiele zabawnych jak i wzruszających scen, które rozbudzają najgłębsze nawet uczucia. Jest on obrazem prawdziwej przyjaźni, która może się narodzić między nauczycielem i uczniem. Pokazuje, że nawet uczeń może nauczyć nauczyciela jak żyć.

Główną rolę w filmie gra Jaden Smith, syn Willa Smitha i Jady Pinkett Smith. Według mnie, zagrał swoją rolę świetnie i można ją uznać za doskonały start w showbussines. Druga główna rola przypadła Jackie Chanowi co, szczerze mówiąc, wcale mnie nie zdziwiło, bo nie wyobrażam sobie nikogo innego w roli nauczyciela karate.

Obejrzenie filmu 'Karate Kid' nie było w żadnym stopniu stratą czasu i polecam go każdemu, bez względu na wiek. Na pewno nie pożałujecie.

Jak już wszystkim wiadomo, zawsze 'przyglądam' się muzyce w filmach. W tym nie słychać jej za wiele, ale na sam koniec pojawia się piosenka w wykonaniu Justina Biebera i Jadena Smitha 'Never say never'. Od razu mówię, żeby nie kierować się opiniami antyfanów - piosenka jest świetna. Zapraszam do przesłuchania :)


_____________________________________________________
Mam nadzieję, że recenzja się podoba, na recenzję książki musicie jeszcze trochę poczekać, bo nie mam teraz zbyt wiele czasu na czytanie, a książka jest dosyć gruba ;) Zachęcam do głosowania w sondzie na kolejne recenzje, tym razem filmów nakręconych na podstawie książki. Na razie prowadzi 'Ostatnia piosenka' :) A w następnej filmowej recenzji pojawi się film 'Fame'.
A jutro idę oddawać krew ;) Trzymajcie kciuki, żebym stamtąd nie uciekła :)
Pozdrawiam ;))

poniedziałek, 28 lutego 2011

Incepcja (Inception)

Na dzisiaj planowałam recenzję książki, ale niestety nie zdążyłam jej przeczytać, więc mam nadzieję, że ucieszycie się z recenzji filmu. Dziś recenzja 'Incepcji', która w sondzie zajęła trzecie miejsce.

Premiera: 8 lipca 2010 (Świat), 30 lipca 2010 (Polska)
Produkcja: USA, Wielka Brytania
Gatunek: surrealistyczny, thriller, science-fiction


Opis filmu:
Wizjonerska superprodukcja Christophera Nolana z niezwykłą akcją i gwiazdorską obsadą zabiera widza w podróż dookoła kuli ziemskiej oraz w głąb świata snów. Dom Cobb (Leonardo DiCaprio) nie ma sobie równych w wykradaniu cennych sekretów ukrytych w ludzkiej podświadomości podczas fazy snu, w której umysł jest najbardziej podatny na ingerencję z zewnątrz. Wyjątkowe umiejętności Cobba czynią z niego pożądanego gracza w świecie szpiegostwa przemysłowego, ale również i zbiega, któremu przyjdzie zapłacić za nie wysoką cenę. Teraz Cobb dostanie drugą szansę, jeśli tylko zdoła dokonać rzeczy niemożliwej: incepcji - zamiast skraść myśl, musi zaszczepić ją w czyimś umyśle. Jeśli im się powiedzie, Cobb i jego zespół dokonają zbrodni doskonałej. Ale nawet najbardziej precyzyjne planowanie czy wyjątkowe umiejętności nie są w stanie przygotować ich na spotkanie z niebezpiecznym wrogiem, który wydaje się znać ich każdy krok. Wrogiem, którego nadejście może przewidzieć tylko Cobb.

Moja opinia: 
'Incepcję' chciałam obejrzeć już jakiś czas temu, ale zawsze znalazł się jakiś inny, na pozór ciekawszy film i odkładałam to na później. Teraz wiem, jak złą decyzję podjęłam i nie zobaczyłam go wcześniej.
Film opowiada o grupie ludzi, którzy mają dość nietypową pracę. Wierzą, że człowiek ukrywa w podświadomości informacje z całego życia, które ujawniają się najbardziej podczas snu. Ich zadanie polega na wydobywaniu ważnych informacji i wspomnień, których najbardziej potrzebują. Jednak pewnego dnia Dom Cobb, główny bohater, otrzymuje zlecenie inne niż dotychczas - zamiast wydobyć informacje ma je umieścić w podświadomości pewnego człowieka. Jest to bardzo trudne zadanie, gdyż trzeba stworzyć 'sen we śnie' na wysokość trzech poziomów, czego jeszcze nikt nie dokonał. Cobb musi skorzystać z pomocy ludzi z różnorakimi zdolnościami - chemika, który musi przygotować narkozę oraz architekta, którego zadaniem jest zaprojektowanie snu.
Po obejrzeniu filmu od razu nasuwa się myśl - jak to możliwe? Osobiście uważam, że byłoby świetnie mieć wgląd do myśli ukrytych głęboko w naszej podświadomości. Chodzi mi również o wszystkie sny, których żadnym sposobem nie mogę zapamiętać :)

W 'Incepcji' rzucają się w oczy efekty specjalne, które świetnie zostały wykorzystane. W filmie jest ich wiele, ale i tak ma się wrażenie, że wszystko dzieje się naprawdę.

Podczas oglądania możemy podziwiać grę aktorską dobrze nam znanego Leonardo DiCaprio oraz mniej znanych aktorów, np. Ellen Page (znana z filmu 'Juno') oraz Toma Hardy'ego, którego zdążyłam polubić w tym filmie.

Film polecam bardzo gorąco, bo jest na co popatrzeć, akcja nie zwalnia ani na moment i trzyma w napięciu. A jeśli 'Incepcja' zdobędzie Oscara - powiedzmy sobie szczerze, nie zdziwi mnie to ani odrobinę.

___________________________________________________

Dzisiaj nie miałam za bardzo weny, ale postarałam się coś naskrobać :)
Korzystając z okazji chciałabym pochwalić się statystyką bloga :) Liczba odwiedzin przekroczy niebawem 5 000, co ogromnie mnie cieszy, a liczba komentarzy minęła już 300, więc chyba nic więcej nie trzeba mi do szczęścia. Mam nadzieję, że te liczby będą wzrastały regularnie, a pod kolejnymi recenzjami będzie coraz więcej komentarzy :)

Pozdrawiam!! ;) ;**

niedziela, 13 lutego 2011

Alicja w krainie czarów (Alice in Wonderland)

Dziś recenzja filmu, który w sondzie zajął pierwsze miejsce na równi z filmem 'Kopciuszek - roztańczona historia', który zrecenzuję za tydzień. Następnie pojawią się recenzje 'Incepcji', 'Karate Kid' oraz 'Fame', na który głos został oddany w komentarzu. Tak więc nie przedłużając zapraszam do czytania :)

  Premiera: 3 marca 2010 (Świat), 5 marca 2010 (Polska)
Produkcja: USA
Gatunek: familijny, fantasy, przygodowy


Opis filmu:
Kiedy Alicja była małą dziewczynką, pobiegła za Białym Królikiem, wpadła do jego nory i niespodziewanie znalazła się w fantastycznym i nieco dziwacznym świecie, gdzie żyją bajkowe stwory, mówiące zwierzęta i śpiewające kwiaty, a mieszkańcy obchodzą nie-urodziny. Teraz Alicja ma już 19 lat i powraca do tej niezwykłej krainy, by ponownie spotkać dawnych znajomych.

Moja opinia:
Mówią, że marzyciele nie zawsze potrafią racjonalnie myśleć. Może mają rację, ale jak to zwykle bywa, zdarzają się wyjątki. W filmie Tima Burtona poznajemy Alicję, która jest na to świetnym przykładem.

Alicja Kingsleigh, kiedy była małą dziewczynką, wpadła do króliczej nory i trafiła do Krainy Czarów, w której istnieją mówiące zwierzęta, bajkowe stwory a największym świętem są nie-urodziny. Po trzynastu latach dziewiętnastoletnia już dziewczyna nie pamięta swojej przygody z dzieciństwa, ale śnią się jej stwory z Krainy Czarów. Podczas przyjęcia zaręczynowego Alicja ponownie widzi Białego Królika w kamizelce i podąża za nim do króliczej nory. Niestety, wszyscy myślą, że sprowadzili nie tą Alicję, bo ta nie pamięta niczego ze swojego ostatniego pobytu, a czeka ją naprawdę trudne zadanie.

Muszę się przyznać, że historia Alicji nie była mi znana, a przynajmniej nie dokładnie, bo nie czytałam tej książki. Teraz, po obejrzeniu filmu bardzo tego żałuję, bo historia szczególnie mnie zainteresowała. Na szczęście będę miała okazję to nadrobić, bo planuję wykorzystać książkę Lewisa Carolla w swojej prezentacji maturalnej.

Mimo, że film przedstawia przygody dorosłej już Alicji, nie brakuje w nim magii i baśniowego piękna. Twórcy bardzo się postarali, aby kinowa wersja odpowiadała tej książkowej. Efektów specjalnych tu nie brakuje, a jak wygląda całokształt - oceńcie sami.


Wreszcie moja ulubiona część - muzyka w filmie. W czasie trwania akcji nie pojawiają się piosenki, jedynie muzyka odzwierciedlająca daną sytuację. Dopiero na koniec, podczas napisów końcowych możemy usłyszeć piosenkę Avril Lavigne 'Alice (Underground)' nagraną na potrzeby filmu.
 

Na uwagę zasługują również postacie, które potrafią rozbawić widza w każdym wieku. Bliźniaki, waleczna myszka, znikający kot czy wreszcie Szalony Kapelusznik mówią w taki sposób, że trudno powstrzymać się od śmiechu. Teksty typu: 'Kocie... Ty psie!' są na porządku dziennym.

Nie mam teraz innego wyjścia jak polecić Wam film 'Alicja w Krainie Czarów', bo wszystkie pozytywne elementy łączą się w jedną, wspaniałą całość, którą przyjemnie się ogląda.


__________________________________________________


Recenzja miała pojawić się jeszcze wczoraj, ale zaczęłam pisać ją dość późno, więc odłożyłam to na dzisiaj. A jeśli znajdę wieczorem trochę czasu, to napiszę recenzję 'Mistrza i Małgorzaty'.
Pozdrawiam :)

piątek, 4 lutego 2011

Streetdance 3D

Premiera: 19 maja 2010 (Świat), 24 września 2010 (Polska)
Produkcja: Wielka Brytania
Gatunek: melodramat, muzyczny


Opis filmu:
Finaliści brytyjskiej edycji You Can Dance oraz Mam Talent w tanecznej eksplozji, czyli tętniącym życiem przełomowym filmie 3D! Podczas treningów przygotowujących do mistrzostw Streetdance w Wielkiej Brytanii grupa tancerzy ulicznych zmuszona jest do pracy z tancerzami ze szkoły baletowej. Choć nie mają wspólnych korzeni, mają wspólną pasję i pragnienie zajścia wysoko. Wiedzą, że muszą znaleźć sposób, by połączyć siły i wygrać pojedynek.

Moja opinia:
Filmy taneczne miały swój debiut już kilkanaście lat temu. Nasi rodzice pamiętają słynny 'Dirty dancing', który swego czasu zawładnął ówczesną młodzieżą. Obecnie takich filmów jest coraz więcej i, choć może się to wydawać niemożliwe, wszystkie bardzo się od siebie różnią.

Bohaterami filmu są uliczni tancerze, którzy przygotowują się do mistrzostw tanecznych. Kiedy lider ich zespołu odchodzi, reszta grupy traci miejsce do ćwiczeń a tym samym szansę na zwycięstwo. Kiedy wszyscy tracą nadzieję, Carly, nowa liderka, przypadkowo trafia do szkoły baletowej, której dyrektorka proponuje jej nieograniczone korzystanie z sali. Jednak jest pewien warunek: Carly musi nauczyć tańczyć streetdance uczniów szkoły i przyjąć ich do zespołu, co oznacza, że i oni będą musieli wziąć udział w mistrzostwach. Początkowo nie jest łatwo, obydwie grupy niezbyt się lubią, ale to tylko kwestia czasu.

Fenomenem filmów tanecznych i muzycznych jest to, że żaden nie jest taki sam. Żaden taniec, bohater lub dialog się nie powtarza. Każdy z nich pokazuje inną historię, nawet, jeśli motyw jest 'oklepany'. Kolejnym atutem jest naturalność, której w tym filmie na pewno bohaterom nie brakuje. Jeśli się nie mylę, jest to pierwszy film, w którym główne role grają prawdziwi tancerze, zwycięzcy brytyjskich edycji programów 'You can dance' i 'Mam talent'. Mimo, że nad produkcją pracuje wielu choreografów, widać profesjonalizm tancerzy, których taniec jest sensem życia. Dzięki temu, że jest to ich pasja, a nie praca, wkładają w to całe serce, co odbija się na widzach, którzy odczuwają energię płynącą z bohaterów.

Podczas oglądania filmu tanecznego nie można nie zwrócić uwagi na muzykę. Tutaj jest najważniejsza, dlatego twórcy filmu mają niełatwe zadanie. Na szczęście mogą odetchnąć z ulgą, bo lepszej muzyki nie moglibyśmy sobie nawet wymarzyć. Każda piosenka jest idealnie dopasowana do stylu, sytuacji i całego filmu. 

Oglądając 'Streetdance' nie sposób nie porównywać go z filmem 'Step up 3D', który swoją premierę w Polsce miał kilkanaście dni wcześniej. Zdania na temat różnic i podobieństw tych dwóch produkcji są podzielone, część widzów uważa, że 'Step up' wciąż trzyma poziom, inni, że to właśnie 'Streetdance' jest liderem w tym pojedynku. Osobiście podzielam zdanie grupy drugiej, gdyż film urzekł mnie już na samym początku, nie tylko świetnym tańcem, ale i muzyką. Jeśli chodzi o 'Step up' - twórcy mogli się bardziej postarać, bo trzecia odsłona serii nie wybiega zbytnio przed poprzednie części, a byłoby to jak najbardziej wskazane.

Na zakończenie powiem tylko, że fani muzyki i tańca na pewno się nie zawiodą i z czystym sumieniem mogę polecić ten film każdemu.


________________________________________________

Jeśli w recenzji pojawiły się jakieś błędy, to przepraszam, ale pisałam ostatnimi siłami :)
Chętnych do obejrzenia pozostałych zdjęć z wycieczki do Brukseli zapraszam TUTAJ
Zachęcam również do głosowania w ankiecie na recenzję kolejnego filmu :) Jeśli żaden z wymienionych filmów Was nie zaciekawił, wpiszcie w komentarzu Waszą propozycję, a ja postaram się obejrzeć i zrecenzować. Zachęcam jeszcze raz bardzo gorąco :)
Pozdrawiam :)))

sobota, 25 grudnia 2010

NOWOŚĆ! - Kącik filmowy. Listy do Julii

Tak jak już wcześniej wspominałam, wprowadzam małą nowość na bloga. Jest to kącik filmowy, w którym będę prezentować (i może recenzować?) obejrzane przeze mnie filmy. Postaram się dodawać taką notkę raz na tydzień, oczywiście jeżeli coś ciekawego obejrzę. Filmy niekoniecznie będą nowe, mogą to być zarówno tytuły sprzed kilku lat jak i nowości. Mam nadzieję, że spodoba Wam się taka odmiana, bo przecież nie samą książką żyje człowiek :)

Dziś pierwszy film, który oglądałam kilka dni temu:

Premiera: 25 kwietnia 2010 (Świat), 11 czerwca 2010 (Polska).
Produkcja: USA
Gatunek: dramat, komedia romantyczna 

Opis filmu:
Po przyjeździe do Verony, domu słynnej kochanki Julii Kapulet z „Romea i Julii”, młoda Amerykanka (Amanda Seyfried) przyłącza się do grupy ochotników, którzy odpisują na listy z zapytaniem o miłosne porady do Julii. Odpowiadając na pewien list wysłany w 1951 roku, dziewczyna inspiruje jego autorkę (Vanessa Redgrave) do podróży do Włoch w poszukiwaniu dawno zaginionej miłości i zapoczątkowuje łańcuch wydarzeń, dzięki którym zupełnie niespodziewana miłość zawita w ich życiu. 

Moja opinia: 
Jako typowa nastolatka mam skłonności do oglądania komedii romantycznych, mimo, że nie zawsze wierzę w takie historie. Jednak jakaś siła każe mi wyłączyć rozum, a zwiększyć działanie uczuć, na czas trwania filmu. Zazwyczaj wychodzi mi to na dobre, gdyż w normalnym życiu moje uczucia są na drugim planie.

Film "Listy do Julii" opowiada o miłości i przeznaczeniu, które zawsze, nawet po wielu latach nas dosięgnie. Główna bohaterka Sophie i jej narzeczony Victor wyruszają w podróż do Verony - miasta znanego z historii Romea i Julii. W czasie gdy Victor poszukuje dostawców do restauracji, którą otwiera w Nowym Jorku, Sophie trafia do miejsca, w którym kobiety z całego świata piszą listy do Julii prosząc o radę w sprawach sercowych. Bohaterka odkrywa, że listy nie są pisane nadaremnie - grupa kobiet codziennie odpisuje na góry listów. Dziewczyna przyłącza się do nich i znajduje list napisany 50 lat temu. Odpisuje na niego, niestety, nie wszystkich to zadowala...

Za każdym razem gdy w kinie pojawia się nowa komedia romantyczna, zastanawiam się, skąd biorą się te wszystkie oryginalne pomysły. Jak widać, inspiracja jest wszędzie. Do powstania tego filmu przyczyniła się historia Romea i Julii, ale nie została ona w całości wykorzystana. Jest to oczywiście plus dla twórców. Osobiście lubię filmy o miłości między dwójką młodych ludzi, jednak miłość, która 'nie rdzewieje' jest równie ciekawa. Właśnie w "Listach do Julii" na pierwszym planie przez większość filmu jest miłość, która narodziła się kilkadziesiąt lat temu i przetrwała do dziś. W wydarzenia związane z poszukiwaniem dawnej miłości wplecione są miłośne rozterki głównej bohaterki. Na czym one polegają nie zdradzę, dlatego zachęcam do obejrzenia tego niecodziennego filmu.

Do sukcesu filmu przyczyniła się także świetna obsada - piękna Amanda Seyfried była nie do zastąpienia w swojej roli a Christopher Egan pasował jak nikt inny do roli stanowczego, ale opiekuńczego i troskliwego wnuczka. Oglądanie filmu umilają również piękne krajobrazy Toskanii i często tam występujących winnic.

Godna uwagi jest także ścieżka dźwiękowa, w szczególności piosenka Taylor Swift 'Love Story'. Zachęcam do przesłuchania i obejrzenia teledysku.

Krótko mówiąc film jest godny polecenia, ale obejrzenie go zależy od gustu odbiorcy.
___________________________________________
Mam nadzieję, że 'recenzja' się podoba. Liczę na szczere opinie w komentarzach, chcę wiedzieć, co myślicie o tej małej odmianie. Możecie także, jeśli chcecie, proponować filmy, które mam tutaj zaprezentować.
Pozdrawiam świątecznie! :)