poniedziałek, 14 lutego 2011

Michaił Bułhakow - Mistrz i Małgorzata

Moja opinia:
Zawsze zastanawiałam się, co takiego jest w tej książce, że tak wiele osób chce ją przeczytać. Na wielu blogach pozycja ta widniała w planowanych do przeczytania książkach. Wiele osób również po przeczytaniu chwaliło ją. A ja nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego. Przecież to lektura szkolna, nudna jak każda inna i jedynie fakt, że w klasie o profilu humanistycznym jest ona obowiązkowa, motywował mnie do przeczytania jej. Dzisiaj, po przeczytaniu, cieszę się, że się przemogłam i zrezygnowałam ze skorzystania jedynie ze streszczenia.

'Mistrz i Małgorzata' to powieść, której napisanie zajęło autorowi aż 12 lat (1928-1940). Akcja rozgrywa się w Moskwie, do której zawitał szatan, który nie waha się pozbyć ze swej drogi kolejnych ludzi. Wspiera go w tym jego świta, do której należą między innymi kot Behemot, Asasello i Korowiow. Bohaterów tytułowych poznajemy dopiero w drugiej części powieści, natomiast pierwsza część dotyczy działalności szatana Wolanda w mieście.

Jak wspomniałam we wstępie, na początku nie byłam zbytnio przekonana do tej książki. Z czasem jednak dostrzegłam jej urok i wtedy poszło już z górki. Przyjemnie się czytało, chociaż muszę przyznać, że odrobinę się gubiłam, mianowicie w tym kto jest kim. Bułhakow wprowadza wielu bohaterów, którzy owszem, są ważni w powieści, ale moim zdaniem robił to trochę za szybko. Jeden rozdział był poświęcony dwóm bohaterom a już w następnym jest mowa o kimś zupełnie innym, niezwiązanym z poprzednimi postaciami. Oprócz tego musiałam się bardzo skupić, żeby nie zgubić wątku, ale to już chyba wina mojego roztrzepania :)

Książkę oczywiście polecam, nawet wtedy, gdy nie jest ona obowiązkową lekturą. Jest ona według mnie najciekawszą z lektur szkolnych, jaką czytałam.

Michaił Bułhakow
'Mistrz i Małgorzata'
MUZA
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 552
Ocena: 4/6 - Dobra

niedziela, 13 lutego 2011

Alicja w krainie czarów (Alice in Wonderland)

Dziś recenzja filmu, który w sondzie zajął pierwsze miejsce na równi z filmem 'Kopciuszek - roztańczona historia', który zrecenzuję za tydzień. Następnie pojawią się recenzje 'Incepcji', 'Karate Kid' oraz 'Fame', na który głos został oddany w komentarzu. Tak więc nie przedłużając zapraszam do czytania :)

  Premiera: 3 marca 2010 (Świat), 5 marca 2010 (Polska)
Produkcja: USA
Gatunek: familijny, fantasy, przygodowy


Opis filmu:
Kiedy Alicja była małą dziewczynką, pobiegła za Białym Królikiem, wpadła do jego nory i niespodziewanie znalazła się w fantastycznym i nieco dziwacznym świecie, gdzie żyją bajkowe stwory, mówiące zwierzęta i śpiewające kwiaty, a mieszkańcy obchodzą nie-urodziny. Teraz Alicja ma już 19 lat i powraca do tej niezwykłej krainy, by ponownie spotkać dawnych znajomych.

Moja opinia:
Mówią, że marzyciele nie zawsze potrafią racjonalnie myśleć. Może mają rację, ale jak to zwykle bywa, zdarzają się wyjątki. W filmie Tima Burtona poznajemy Alicję, która jest na to świetnym przykładem.

Alicja Kingsleigh, kiedy była małą dziewczynką, wpadła do króliczej nory i trafiła do Krainy Czarów, w której istnieją mówiące zwierzęta, bajkowe stwory a największym świętem są nie-urodziny. Po trzynastu latach dziewiętnastoletnia już dziewczyna nie pamięta swojej przygody z dzieciństwa, ale śnią się jej stwory z Krainy Czarów. Podczas przyjęcia zaręczynowego Alicja ponownie widzi Białego Królika w kamizelce i podąża za nim do króliczej nory. Niestety, wszyscy myślą, że sprowadzili nie tą Alicję, bo ta nie pamięta niczego ze swojego ostatniego pobytu, a czeka ją naprawdę trudne zadanie.

Muszę się przyznać, że historia Alicji nie była mi znana, a przynajmniej nie dokładnie, bo nie czytałam tej książki. Teraz, po obejrzeniu filmu bardzo tego żałuję, bo historia szczególnie mnie zainteresowała. Na szczęście będę miała okazję to nadrobić, bo planuję wykorzystać książkę Lewisa Carolla w swojej prezentacji maturalnej.

Mimo, że film przedstawia przygody dorosłej już Alicji, nie brakuje w nim magii i baśniowego piękna. Twórcy bardzo się postarali, aby kinowa wersja odpowiadała tej książkowej. Efektów specjalnych tu nie brakuje, a jak wygląda całokształt - oceńcie sami.


Wreszcie moja ulubiona część - muzyka w filmie. W czasie trwania akcji nie pojawiają się piosenki, jedynie muzyka odzwierciedlająca daną sytuację. Dopiero na koniec, podczas napisów końcowych możemy usłyszeć piosenkę Avril Lavigne 'Alice (Underground)' nagraną na potrzeby filmu.
 

Na uwagę zasługują również postacie, które potrafią rozbawić widza w każdym wieku. Bliźniaki, waleczna myszka, znikający kot czy wreszcie Szalony Kapelusznik mówią w taki sposób, że trudno powstrzymać się od śmiechu. Teksty typu: 'Kocie... Ty psie!' są na porządku dziennym.

Nie mam teraz innego wyjścia jak polecić Wam film 'Alicja w Krainie Czarów', bo wszystkie pozytywne elementy łączą się w jedną, wspaniałą całość, którą przyjemnie się ogląda.


__________________________________________________


Recenzja miała pojawić się jeszcze wczoraj, ale zaczęłam pisać ją dość późno, więc odłożyłam to na dzisiaj. A jeśli znajdę wieczorem trochę czasu, to napiszę recenzję 'Mistrza i Małgorzaty'.
Pozdrawiam :)