
Produkcja: USA
Gatunek: thriller, akcja, science fiction
Opis filmu:
John Smith to pozornie zwyczajny młody mieszkaniec jednego z miasteczek w
USA. W rzeczywistości jest jednak uciekinierem z pogrążonej w wojnie
planety Lorien, który na Ziemi szuka schronienia. Trafia do cichego
miasteczka w Ohio. Tu spotyka Sarę Hart, dziewczynę miejscowej gwiazdy
footballu. Rodzi się między nimi uczucie. Wkrótce jednak John i jego
szkolna miłość znajdą się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Okazuje
się, że John jest jednym z dziewięciu uciekinierów z tajemniczej,
unicestwionej planety, ściganych przez bezlitosnego wroga. Numer Jeden,
Dwa i Trzy już nie żyją. Teraz kolej na Numer Cztery. By ocalić skórę,
John będzie musiał użyć swych niezwykłych mocy i zjednoczyć siły z
pozostałymi zbiegami.
Moja opinia:
Moja opinia:
Kino akcji ze znanymi aktorami w rolach głównych to obecnie bardzo pożądany gatunek. Wszyscy lubimy patrzeć na znane twarze w ciekawych rolach, które często wzbudzają skrajne emocje. Do tego powiew świeżości w postaci mniej znanych aktorów i przepis na film gotowy.
John Smith jest przyzwyczajony do częstych przeprowadzek i zmian tożsamości. Jest do tego zmuszony, ponieważ jest jednym z dziewięciu uciekinierów z planety Lorien, których ścigają ich wrogowie. Troje z ocalonych już nie żyje, teraz w niebezpieczeństwie jest John, który jest numerem cztery. Ale jak tu myśleć o ocaleniu życia, kiedy na drodze staje piękna dziewczyna, do której chłopak zaczyna żywić największe uczucie na jego planecie?
Filmy akcji należą do moich ulubionych, bo łączą w sobie wszystko to, co najbardziej lubię w filmach: przede wszystkim dobrą akcję, świetnie wykreowanych bohaterów, kino przygodowe i romans. W 'Jestem numerem cztery' te cechy zostały doskonale połączone, więc oglądanie go nie było stratą czasu.
W filmach ważne jest również to, aby wywoływać emocje. Nie chodzi tu tylko o strach czy niepokój, ale i łzy wzruszenia i radości. Może tutaj tych radosnych momentów nie było zbyt wiele, ale wystarczyło kilka krótkich scen, aby w pełni odebrać tą produkcję i dostrzec wszystkie jego pozytywne strony.
Nad negatywnymi aspektami filmu raczej się nie zastanawiałam, podczas oglądania nie zwracałam na nie uwagi, o ile jakieś były. Żeby je dostrzec musiałabym obejrzeć 'Jestem numerem cztery' jeszcze kilkakrotnie, co z pewnością uczynię, bo na prawdę warto.
Nad grą aktorską długo nie będę się rozwodzić. Jak wspomniałam we wstępie, spotykamy tu aktorów dobrze znanych, jak Alex Pettyfer, oraz tych mniej sławnych, ale szybko pnących się w górę, jak na przykład Dianna Agron, gwiazda serialu 'Glee'. Wszyscy dobrze się spisali, sprawiając, że na film przyjemnie się patrzyło.
Po premierze filmu wielu czytelników dowiedziało się, że istnieje książka o tym samym tytule. Również ja znalazłam się w tej grupie i trochę żałuję, że nie stało się to wcześniej. Podejrzewam tu mały chwyt marketingowy, bo książka ma filmową okładkę. Jeśli chodzi o mnie, to z chęcią bym ją przeczytała, o ile będę miała taką okazję.
Fanom kina akcji film na pewno się spodoba, ale zachęcam do niego również innych, bo jest na co popatrzeć i z pewnością nikt nie będzie się nudził.
John Smith jest przyzwyczajony do częstych przeprowadzek i zmian tożsamości. Jest do tego zmuszony, ponieważ jest jednym z dziewięciu uciekinierów z planety Lorien, których ścigają ich wrogowie. Troje z ocalonych już nie żyje, teraz w niebezpieczeństwie jest John, który jest numerem cztery. Ale jak tu myśleć o ocaleniu życia, kiedy na drodze staje piękna dziewczyna, do której chłopak zaczyna żywić największe uczucie na jego planecie?
Filmy akcji należą do moich ulubionych, bo łączą w sobie wszystko to, co najbardziej lubię w filmach: przede wszystkim dobrą akcję, świetnie wykreowanych bohaterów, kino przygodowe i romans. W 'Jestem numerem cztery' te cechy zostały doskonale połączone, więc oglądanie go nie było stratą czasu.
W filmach ważne jest również to, aby wywoływać emocje. Nie chodzi tu tylko o strach czy niepokój, ale i łzy wzruszenia i radości. Może tutaj tych radosnych momentów nie było zbyt wiele, ale wystarczyło kilka krótkich scen, aby w pełni odebrać tą produkcję i dostrzec wszystkie jego pozytywne strony.
Nad negatywnymi aspektami filmu raczej się nie zastanawiałam, podczas oglądania nie zwracałam na nie uwagi, o ile jakieś były. Żeby je dostrzec musiałabym obejrzeć 'Jestem numerem cztery' jeszcze kilkakrotnie, co z pewnością uczynię, bo na prawdę warto.
Nad grą aktorską długo nie będę się rozwodzić. Jak wspomniałam we wstępie, spotykamy tu aktorów dobrze znanych, jak Alex Pettyfer, oraz tych mniej sławnych, ale szybko pnących się w górę, jak na przykład Dianna Agron, gwiazda serialu 'Glee'. Wszyscy dobrze się spisali, sprawiając, że na film przyjemnie się patrzyło.
Po premierze filmu wielu czytelników dowiedziało się, że istnieje książka o tym samym tytule. Również ja znalazłam się w tej grupie i trochę żałuję, że nie stało się to wcześniej. Podejrzewam tu mały chwyt marketingowy, bo książka ma filmową okładkę. Jeśli chodzi o mnie, to z chęcią bym ją przeczytała, o ile będę miała taką okazję.
Fanom kina akcji film na pewno się spodoba, ale zachęcam do niego również innych, bo jest na co popatrzeć i z pewnością nikt nie będzie się nudził.